niedziela, 13 grudnia 2015

Bull Run 1861 - Matthews Hill

Na ostatnim sobotnim, będzińskim spotkaniu, po prawie trzech latach od zakupu pierwszej gry w systemie Great Battles of American Civil War udało mi się w końcu rozegrać pierwsze starcie z przeciwnikiem, którym był Saw11. Na pierwszy ogień postanowiłem wybrać początkowe starcie pierwszej bitwy pod Bull Run 1861, a dokładniej starcie pod Matthews Hill, w którym dwie brygady Unii starły się z trzema konfederackimi. Nie graliśmy na wszystkie przepisy, np. na zmęczenie, czy zamieszanie wynikające z różnych mundurów walczących stron. Ale i tak nie uniknęliśmy pomyłek wynikających z dosyć skomplikowanych przepisów. Jako że do tej pory w ten system grałem tylko samemu ze sobą, trochę zaskoczyła mnie skuteczność ataków wręcz, które pod koniec Saw11 stosował już notorycznie. Chociaż ich skuteczność mogła mieć związek z bardzo słabymi wartościami spójności walczących jednostek. A jak wyglądało nasze starcie?
Początkowe rozstawienie, więcej na https://picasaweb.google.com/109898417195590218401/BullRun1861MatthewsHill
Początkowo na planszy znajduje słabiutka trzypułkowa konfederacka brygada Evans’a, która w swym składzie posiada jednak najsilniejszą jednostkę w grze, która, jak się okazało później, bardzo dała się we znaki Unii. Na przeciwko wspomnianej brygady na pozycje wychodzi brygada Burnside’a. Gra trwa trzy etapy. Unia musi wyprzeć wojska konfederacji za drogę przecinającą w poprzek planszę. W pierwszym etapie było sporo manewrów, jako posiłki po stronie Unii weszła brygada Portera. Saw11 trochę przemieszał swoje obie brygady, chociaż Porter’a skierował bardziej na swoje prawe skrzydło w przeciwieństwie do Burnside’a. Natomiast ja, grając konfederatami, Evansa przerzuciłem na swoje prawe skrzydło, środek zajęła brygada Bartow’a z artylerią, lewe skrzydło postanowiłem osłaniać brygadą Bee, która stanęła też trochę w odwodzie. Artylerię Bee ustawiłem z tyłu na swoim prawym skrzydle.

W pierwszym i drugim etapie artyleria Unii, świetnie kierowana przez Saw11, opanowała pole bitwy, przy tak słabym morale praktycznie każdy ostrzał kończył się dezorganizacją. Musiałem wojska konfederackie wycofać za linie widoczności. Artyleria konfederacja radziła sobie z różnym szczęściem. W centrum bateria Bartow’a początkowo zatrzymywała ogniem na wprost pułki Unii jednak w końcu jej działa zostały zdobyte przez Unię, to był chyba mój największy błąd w grze. Natomiast bateria Bee wspierająca ogniem brygadę Evansa bardzo dała się we znaki oddziałom Unii przyczyniając się do odparcia ich ataków w centrum i na konfederackim prawym skrzydle.
Przed decydującym atakiem Unii, więcej na https://picasaweb.google.com/109898417195590218401/BullRun1861MatthewsHill
Na konfederackim prawym skrzydle początkowo trwały zażarte wali, ale dzięki wyżej wspomnianej artylerii oraz najsilniejszemu pułkowi konfederackich żuawów w grze (który rozbił chyba 4 pułki Unii), udało mi się praktycznie rozbić przeciwnika. Gorzej było w centrum. W wyniku ataków wręcz Unii z brygady Bartova zostały tylko dwa pułki, chociaż w końcu dzięki wsparciu artyleryjskiemu udało się wojska Unii wyprzeć na ich pozycje wyjściowe. Na lewym skrzydle atakował regularny 14ty pułk wojsk Unii i Saw11 początkowo nieźle mnie przegonił, ale kontratak brygady Bee wspartej legionem Hampton’a odrzucił trochę wojska Unii.
Sytuacja pod koniec starcia, więcej na https://picasaweb.google.com/109898417195590218401/BullRun1861MatthewsHill
Punktów zwycięstwa nie liczyliśmy, rozgrywka trwała chyba z 5 godzin w związku z niepełną jeszcze znajomością przepisów. Dla mnie system bardzo fajny, ale… Zauważyłem, że bardzo dużo zależy od ilości wylosowanych aktywacji na turę, w przypadku gdybyśmy losowali po dwie aktywacje na etap, łatwiej byłoby mi się bronić – Saw11 prawdopodobnie brakłoby czasu, aby wyprowadzić wojska Unii na pozycje i przeprowadzić atak. Liczę na kolejne starcia w tym systemie z Saw11.

niedziela, 22 listopada 2015

Bouvines 1214

W sobotę 21. listopada z Łukaszem – Khamulem rozegraliśmy bitwę pod Bouvines z 27 lipca 1214 roku w systemie Na ostrze miecza. Historycznie było to starcie pomiędzy siłami cesarza Ottona IV i króla Francji Filipa II, który to wyszedł z niego zwycięsko po udanej szarży francuskiego rycerstwa.
Bouvines 1214, rozstawienie początkowe, więcej na https://picasaweb.google.com/109898417195590218401/Bouvines1214
Sądzę, że można uznać iż było to chyba jedno z najbardziej zażartych starć jakie mieliśmy okazję rozegrać w Będzinie. Ja miałem pod komendą wojska cesarza Ottona IV. Podzielone zostały one wedle autorów gry na chyba pięć podległych różnym dowódcą ugrupowań. Co bardzo urozmaicało rozgrywkę każde z nich miało zupełnie odmienny skład, a co za tym idzie siłę, możliwości, rolę i potencjalny potencjał na polu bitwy. Sądzę, że nadaje to grze więcej dynamiki i takiej nieprzewidywalności.
 
Zaczęliśmy spokojnie od skrzydeł, badając rywala, ale pod koniec pierwszego etapu zaryzykowałem. Uznałem, że w ten sposób przejmuję inicjatywę (ostatni również w centrum ruch tej tury należał do Khamula) i uda mi się dyktować warunki na planszy. Moje główne siły pod wodzą Ottona ruszyły na centrum francuskie. Atak ten o dziwo prowadziła sama milicja i jak się okazało był on nawet w większości udany, ale przeciwnik też nie należał do super wymagających. Centrum francuskie w tej grze również stanowią jednostki milicji wsparte podobnie jak i u Niemców na tyłach jazdą rycerską.
 
Drugi etap to wymiana ciosów, w której z uwagi na to iż to ja uzyskałem inicjatywę chyba niemal w całości pozwolę sobie zaliczyć na moją korzyść. Zepchnąłem nieznacznie rywala na swej prawej flance i co mnie zaskoczyło (mimo, iż to Khamul pierwszy ruszał i wycofał swe wojska w tym miejscu) zaatakowałem na lewej flance zdominowanej przez jazdę. W centrum dalej toczył się zażarty bój wsparty już chyba w tym momencie aktywnym udziałem konnego rycerstwa. Tu pojawia się jednak pewien minus, który jak sądzę nie wpłynął aż tak na ostateczny wynik starcia. Zapomniałem, że głównodowodzący może aktywować wszystkie jednostki jakie ma w swym zasięgu dowodzenia i przez to w dwóch lub trzech miejscach nie nastąpiły walki. 
Bouvines 1214, koniec drugiego etapu, więcej na https://picasaweb.google.com/109898417195590218401/Bouvines1214
Kolejny trzeci etap to inicjatywa Łukasza i udana na me nieszczęście szarża na mym lewym skrzydle. W centrum poniosłem dotkliwe straty do czterech wcześniej okrążonych i  wyeliminowanych już oddziałów milicji zaczęły dochodzić jednostki „wbitego” w ugrupowanie francuskie konnego rycerstwa Ottona IV. Pomny jednak śmierci głównodowodzącego w innej grze z tego systemu i co za tym szło automatycznej porażce trzymałem niemal do końca mego dzielnego cesarza z dala od bitewnego zgiełku. W tym lub następnym etapie jeden z mych wodzów zaszarżował na milicję francuską i nie dość, że zginął to dopiero za trzecią kontynuacją szarży udało mi się doprowadzić francuskich kmiotów do paniki. Drugi mój dowódca nieco wcześniej również na prawym skrzydle po innej mojej szarży został okrążony i dostał się do niewoli, co niechybnie przybliżało Łukasza do zwycięstwa.
 
Na planszy zaczynał powstawać chaos, coraz więcej jednostek było zmęczonych, zmuszonych do ucieczki lub bez dowodzenia. Linearna linia walki zupełnie nie istniała, bitwa toczyła się w ostatnich dwóch etapach tak jakby w pięciu różnych miejscach, ot takie mini pojedynki. W ostatnim piątym etapie chyba jedynie połowa wojsk mogła atakować i to w większości dotyczyło centrum. Finalnym moim posunięciem było ponowne zwarcie szyków i uderzenie w centrum francuskie, niemniej fatalne rzuty kością sprawiły, że choć już osłabione i zdemoralizowane oddziały wroga miast uciekać i poddawać tyły jedynie się cofały i nadal zachowywały gotowość do dalszej walki. W ostatniej swej aktywacji Khamul ubił mi znów rycerzy co przypieczętowało podobnie jak to miało miejsce w rzeczywistości smutny los wojsk Ottona IV.
 
Gra była świetna, bardzo mi się podoba, jest bardzo wyrównana i klimat jest w tym systemie dla mnie niesamowity. Po dosłownie trzech turach mamy taki prawdziwy średniowieczny chaos na polu bitwy. Sądzę, że udało mi się sprawić iż mój rywal trochę się namęczył zanim pokonał mych dzielnych kartonowych wojaków.

Michał

niedziela, 25 października 2015

Średniowieczne bitwy w październiku

Wczoraj odbyło się październikowe spotkanie sekcji gier w Będzinie. Mimo początkowych optymistycznych zapowiedzi, skończyło się „jak zwykle” i graliśmy tylko razem z Michałem. Zdecydowaliśmy się na coś z systemu „na ostrze miecza”.

Na pierwszy ogień poszła bitwa pod Benevento 1266 - starcie wojsk francuskich i włoskich dowodzonych przez Karola Andegaweńskiego (Michał) przeciwko siłom króla Sycylii Manfreda (Khamul). Na planszy początkowo znajduje się tylko połowa sił króla Sycylii, które jednak muszą od początku atakować przeciwników. Pierwszy nasz etap trwał długo i polegał na wertowaniu instrukcji, chociaż dzięki temu błędów popełniliśmy niewiele. Siły króla Sycylii podeszły zgodnie z założeniami scenariusza pod wrogie oddziały a następnie je ostrzelały. Francuzi i Włosi nie pozostali dłużni, część sił została przeznaczona do oskrzydlenia, reszta rzuciła się w wir walki. Szczególnie zabójcze były szarże kawalerii, które wchodziły w siły Manfreda niczym kamienie rzucane w wodę. Sytuacja dla „Sycylijczyków” wyglądała bardzo źle. W jednej z szarż kawalerii wiązł udział sam Karol Andegaweński, który głęboko wbił się w moje siły. Postanowiłem rzucić wszystko na jedną kartę i zaatakować go, udało mi się go w końcu pojmać, co automatycznie zakończyło grę zwycięstwem sił Manfreda…
Początkowe rozstawienie wojsk pod Benevento, więcej na https://picasaweb.google.com/109898417195590218401/Benevento1266
Kolejna bitwa - jezioro Pejpus, zakończyła się w pewnym sensie podobnie. Na wstępie przyjęliśmy założenie zgodnie, z którym krzyżowcy (Michał) mają pierwszą wolną aktywację i wybierają głównodowodzącego. Dzięki temu już na samym początku krzyżowcy mogą wyprowadzić szarżę wszystkich swoich trzech kawalerii. Szarża była piorunująca, po jej wykonaniu uciekało 5 moich jednostek (grałem Nowogrodem). Na szczęście udało mi się uratować dwie z nich przed ucieczką. Ale i z możliwością początkowej szarzy krzyżowcy nie mają lekko, wygraną gwarantuje chyba tylko zabicie Newskiego (20 punktów zwycięstwa). Newskiego nie warto trzymać z tylu jednostek, ponieważ, gdy nie styka się on z wrogiem, siły Nowogrodu mają ujemny bonus do walk. Poza tym jest tak mało jednostek na planszy, że trzeba ryzykować… W jednej z walk, atakując oddziałem z Newskim wyrzuciłem zero, co oznacza test na dowódcę, test się nie udał, Newski zginął… I chociaż na planszy sytuacja pod koniec wyglądała źle, to Michał wygrał na punkty ;).
Jezioro Pejpus, sytuacja pod koniec szarży krzyżowców, więcej na https://picasaweb.google.com/109898417195590218401/LacPeipous124203
Bardzo sceptycznie byłem jeszcze rok temu nastawiony do tego systemu. Ale po ostatnich rozgrywkach zaczyna mi się coraz bardziej podobać. Mam nadzieję, że w przyszłości rozegramy z Michałem kolejne bitwy z tego systemu, które posiadam (Muret 1213 i Bouvines 1214).

poniedziałek, 19 października 2015

VI Podwawelskie Spotkanie z Grą Historyczną i Strategiczną

17 września zawitałem na VI Konwencie Krakowskim, który odbywał się w dniach 16-18 października w Młodzieżowym Domu Kultury "Dom Harcerza". Umówiony byłem na rozgrywkę z Marconem w No Retreat, ale Marcon dzień wcześniej się rozchorował – jakieś fatum ciąży nad moimi przeciwnikami znad planszy, podobnie było w Niepołomicach… Na szybko jednak udało mi się umówić na rozgrywki z Dajmiechem i RyTo.
Rozgrywki na sali, więcej na https://picasaweb.google.com/109898417195590218401/VIPodwawelskieSpotkanieZGraHistorycznaIStrategiczna
Na pierwszy ogień poszła druga bitwa pod St. Albans 1461 z gry Blood and Roses (system MoI), czyli bitwy wojny dwóch róż. Moim zdaniem jedna z ciekawszych bitew w systemie z dosyć rozbudowanymi przepisami dotyczącymi scenariusza. Postanowiłem grać Yorkami, wcześniej grałem już raz w tę grę wcielając się w Lancasterów. Na początku rozgrywki Lancasterowie muszą wyeliminować przynajmniej jedną jednostkę łuczników Yorków, aby wezwać swoje posiłki, bez których nie mają najmniejszych szans. Gra zaczęła się prawie katastrofą Lancasterów, których niewielka dywizja została prawie rozstrzelana przez moich łuczników. Prawie, ponieważ „trochę” RyTo odpuściłem, abyśmy ponownie nie musieli rozkładać i zaczynać gry ;). Ponoć niewykorzystane sytuacje się mszczą… Ta część rozgrywki zajęła nam chyba najwięcej czasu, przy okazji pojawił się problem dotyczący kwestii aktywacji wojsk Yorków. Jeżeli go źle zinterpretowaliśmy, to miało to chyba znaczący wpływ na nasza rozgrywkę (czy Yorkowie mogą rzucać na ponowną aktywację swojej dywizji z dowódcą, mając dywizję łuczników bez dowódcy, która może być aktywowana tylko w wolnej aktywacji). W tej bitwie Yorkowe muszą mieć plan. Np. warto trzymać prawej (na zdjęciach) części planszy, sztandar ustawić koło drogi, przez którą można się wycofać (po zdobyciu 20pkt można się wycofywać, za co też otrzymujemy punkty), czy grać „na czas”… Grając Yorkami nie zastosowałem się chyba do żadnej z tych rzeczy. Wynik w związku z tym był do przewidzenia, masa Lancasterów napierająca na Yorków jest przytłaczająca. Mam nadzieję, że kiedyś doczekam się rewanżu, wtedy będę lepiej przygotowany.

Druga bitwa pod St. Albans 1461, więcej na https://picasaweb.google.com/109898417195590218401/2ndStAlbans146102

Inna bitwę, którą rozegrałem był Arsuf 1191. Tym razem z Dajmiechem. Gra Infidel z systemu MoI. Skomplikowane zasady dodatkowe. Krzyżowcy w taborze powinni przejść całą planszę i wycofać się przez miasto. Albo spróbować sił w otwartej bitwie, co wydawać się może samobójstwem. Zaczęło się standardowo, ja, grając krzyżowcami, przejechałem taborem do połowy planszy, Dajmiech podciągnął większość sił Saladyna i mnie zablokował. Popełnił jednak błąd podjeżdżając do mnie łucznikami w ten sposób, że nie mieli się oni jak wycofać. Po dłuższej chwili zastanowienia postanowiłem zaszarżować wszystkimi dostępnymi rycerzami. Atak zakończył się średnim sukcesem, tylko 4 jednostki wyeliminowane. Następnie, z powodu niezrozumienia przepisów, zamiast znowu aktywować rycerzy (10 szarżujących wcześniej jednostek), aktywowałem 2 żetony szpitalników… Cały szarża zakończyła się prawie masakrą rycerstwa, straciłem (szczęśliwie) 3 żetony z 10. Przy kolejnej aktywacji postanowiłem zagrać va banque, złamać tabor i podciągnąć piechotę zabezpieczając moje rycerstwo. Nie popełniłem też wcześniejszego błędu i zacząłem aktywować rycerzy w każdej aktywacji. Szala zwycięstwa zaczęła się odwracać, coraz więcej jednostek niewiernych znikało z planszy. Zakończyliśmy przy wyniku 25pkt zdobytych na 30 wymaganych przez krzyżowców i 15pkt zdobytych na 25 wymaganych przez Saladyna. Ale Saladyn zaczął dobierać się już do moich taborów wartych 2pkt za żeton. Można powiedzieć, że było remisowo, bo wszystko zależało już tylko od szczęścia – kto będzie miał więcej aktywacji. Rozgrywka bardzo emocjonująca, grając krzyżowcami, po mojej trochę nierozważnej szarży, „wróciłem z dalekiej podróży”…

Szarża krzyżowców pod Arsuf - więcej na https://picasaweb.google.com/109898417195590218401/Arsuf1191

Później jeszcze udało mi się w 20 minut zapoznać z Command and Colors dzięki leliwie, który stwierdził, że poniosłem sromotna porażkę :P. Zagrałem też pierwszy raz w Sukcesorów, z podobnym wynikiem :D. Niestety nie dane mi było zobaczyć Genesis, o którym ostatnio tyle się pisze… ;). Podziękowania dla organizatora i do następnego konwentu!